Odpowiedź
Opowiadanie Marka Nowakowskiego „Górą Edek” już samym tytułem nawiązuje do innego tekstu — do „Tanga” Sławomira Mrożka. Edek to postać z dramatu Mrożka, prymitywny człowiek, który w finale zabija intelektualnego Artura i tańczy tango nad jego zwłokami. Nowakowski pisze swoje opowiadanie w 1985 roku, w PRL, i używa tego Edka jako klucza do interpretacji polskiej rzeczywistości. Po co takie nawiązanie? Po to, żeby pokazać, że to, co Mrożek przewidział, się sprawdziło.
Akcja „Górą Edek” dzieje się w małym miasteczku w PRL. Główny bohater, narrator, jest świadkiem zachowania grupy ludzi, której najsilniejszy nazywa się Edek. Edek to typowy przykład tego, co Mrożek opisał. Jest brutalny, prymitywny, bez wykształcenia, bez kultury — ale ma siłę. Wszyscy się go boją. Wszyscy mu schlebiają. Rządzi w swoim mikroświecie, bo otoczenie zrezygnowało z norm. Nikt go nie chce konfrontować, bo łatwiej żyć po jego stronie niż przeciw niemu.
Cel nawiązania jest podwójny. Pierwszy — Nowakowski potwierdza diagnozę Mrożka. „Tango” było dramatem groteskowym, ale jego sens był polityczny. Mrożek pokazał, że gdy stara inteligencja się rozkłada, a nowa awangarda nie tworzy nic trwałego, władzę przejmuje człowiek bez wartości — czysta siła. Nowakowski w 1985 roku, dwadzieścia lat po „Tangu”, pokazuje, że to się stało. Polski PRL jest miejscem, gdzie Edkowie wygrali. Nie ma już intelektualnego Artura, jest brutalny Edek z teczką partyjną albo z pięściami. Nawiązanie do Mrożka jest więc aktem pamięci — przypomina czytelnikowi, że pisarze mieli rację, ostrzegali, a społeczeństwo nie posłuchało.
Drugi cel jest literacki. Przez nawiązanie Nowakowski wpisuje swoje opowiadanie w tradycję polskiego dramatu o degradacji form społecznych. Czytelnik, który zna „Tango”, czyta „Górą Edek” głębiej — widzi w postaci Edka nie tylko konkretnego chama z miasteczka, ale archetyp, postać, która istnieje w polskiej literaturze od dawna. Nawiązanie wzbogaca utwór, dodaje mu warstw znaczenia. Bez znajomości „Tanga” opowiadanie jest tylko realistyczną sceną z PRL. Z tą znajomością staje się intertekstualnym dialogiem między dwoma autorami i dwoma epokami. To jest siła literatury — teksty rozmawiają ze sobą przez dekady.
Kontekst — Stanisław Wyspiański, „Wesele”
Bardzo ciekawym przykładem nawiązania intertekstualnego jest „Wesele” Wyspiańskiego, które miało być dialogiem z polskim mesjanizmem Mickiewicza i z polską historią w ogóle. Pojawia się tam postać Wernyhory — ukraińskiego wieszczka, który był znany z poezji Słowackiego i z legend ludowych. Wernyhora w „Weselu” daje Gospodarzowi złoty róg do zwołania ludu — to nawiązanie do tradycji powstańczej, do mesjanizmu Mickiewicza, do całej XIX-wiecznej wiary w polski cud. Wyspiański używa tej postaci, żeby z nią dyskutować — pokazać, że nawet jeśli przyjdzie wieszczka, to Polacy nie potrafią wykorzystać szansy. Intertekstualność Wyspiańskiego, podobnie jak Nowakowskiego, służy do tego, żeby zaktualizować dawny tekst, sprawdzić go z teraźniejszością, zobaczyć, co z niego wynika dzisiaj.
Podsumowanie
„Górą Edek” i „Wesele” pokazują, że autor nawiązuje do innego tekstu po to, żeby wzbogacić swój własny tekst, wpisać go w tradycję literacką i jednocześnie powiedzieć coś nowego. Nowakowski używa Edka Mrożka, żeby pokazać, że ostrzeżenie z „Tanga” się sprawdziło. Wyspiański używa Wernyhory, żeby zaktualizować mesjanizm. Każde dobre nawiązanie jest formą dialogu między tekstami — i przez ten dialog teksty stają się głębsze, niż byłyby pojedynczo.