Odpowiedź
„Zdążyć przed Panem Bogiem” Hanny Krall jest reportażem rozłożonym między dwoma czasami: getto warszawskie 1942–1943 i powojenna Polska, gdzie Marek Edelman pracuje jako kardiochirurg. Krall świadomie miesza obie warstwy — i pokazuje, że walka o życie wygląda inaczej w obu sytuacjach, a jednocześnie zachowuje wewnętrzną jedność.
Walka o życie w getcie była z góry przegrana. Wywózki do Treblinki rozpoczęły się w lipcu 1942, w ciągu sześciu tygodni wywieziono trzysta tysięcy ludzi. Pozostało około pięćdziesiąt tysięcy — głównie ci, którzy nadawali się do pracy w niemieckich fabrykach. Życie w getcie polegało na codziennym kombinowaniu: zdobyciu chleba, skierowaniu do warsztatu, ukryciu dziecka. Każdy dzień bez wywózki to było zwycięstwo. Walka zbrojna w styczniu i kwietniu 1943 roku była ostatnim aktem tej walki o życie — nie po to, żeby przeżyć (większość wiedziała, że nie przeżyje), ale żeby umrzeć stojąc. Edelman opowiada, że dla nich rozróżnienie było ważne: lepiej zginąć z bronią w ręku niż w komorze gazowej. To była walka o godność, która była jednocześnie walką o coś więcej niż biologiczne życie.
Po wojnie Edelman zostaje kardiochirurgiem. Krall pokazuje go w szpitalu — operuje, walczy o pacjentów z zawałem serca. To jest też walka o życie, ale w zupełnie innej formie. Tu nie chodzi o godność czy ideę. Chodzi o minuty, o sekundy. Pacjent z zawałem może umrzeć w ciągu kilkudziesięciu sekund — i wtedy chirurg musi zdążyć z pomocą. Stąd tytuł książki: „Zdążyć przed Panem Bogiem”. Edelman mówi: „Pan Bóg już chce kogoś zabrać, a ja muszę zdążyć przed nim”. Walka o życie staje się walką z czasem.
Krall pokazuje, że dla Edelmana te dwie walki są ściśle ze sobą związane. W getcie nie udało się uratować większości ludzi — wywieziono ich do gazu. Edelman czuje moralne zobowiązanie, żeby teraz ratować każdego, kogo się da. Każde uratowane życie pacjenta z zawałem to symboliczne wyrównanie z tymi, których nie udało się uratować w getcie. Walka po wojnie nie jest mniej intensywna — tylko jest inna. W obu walka o życie jest jednocześnie walką o sens. Cierpienie i śmierć nie mogą zostać bez odpowiedzi. Odpowiedzią jest życie ratowane dalej, gdziekolwiek i jakkolwiek się da.
Kontekst — Albert Camus, „Dżuma”
Bardzo podobny rodzaj postawy pokazuje Camus w „Dżumie”. Doktor Bernard Rieux walczy z epidemią w Oranie nie dlatego, że wierzy, że ją pokona — wie, że dżuma jest silniejsza niż wszystkie środki medyczne, które ma. Walczy, bo to jest jego zadanie. Jego żona umiera daleko, w sanatorium, gdzie się leczyła. Tarrou, jego najbliższy współpracownik, umiera tuż przed końcem epidemii. Mimo to Rieux idzie dalej. Po wygaśnięciu epidemii pisze kronikę, żeby ludzie pamiętali — żeby wiedzieli, że trzeba dalej walczyć, bo dżuma czeka, żeby wrócić. Edelman robi to samo: walczy o każde życie kardiologiczne, bo wie, że ostatecznie wszyscy umrzemy — ale chodzi o to, żeby walczyć aż do końca. Camus i Krall pokazują to samo: walka o życie nie jest naiwną wiarą w zwycięstwo. Jest świadomym wyborem, żeby dalej robić to, co trzeba.
Podsumowanie
„Zdążyć przed Panem Bogiem” i „Dżuma” pokazują, że walka o życie ma sens nawet wtedy, kiedy z góry wiadomo, że nie da się wszystkich uratować. Edelman po wojnie ratuje pojedyncze życia, bo w getcie nie udało się uratować większości. Rieux walczy z dżumą, bo to jego zadanie. Obie postawy mają jeden wspólny mianownik: walka o życie jest formą protestu przeciw temu, co chce człowieka zniszczyć — chorobie, śmierci, wojnie, zagładzie. I dopóki ten protest trwa, człowieczeństwo trwa.