Odpowiedź
„Przedwiośnie” Żeromskiego jest właściwie zbudowane na napięciu między utopią a rzeczywistością. Żeromski cały czas zestawia te dwa obrazy: to, jak Polska mogłaby wyglądać, i to, jak rzeczywiście wygląda. Bohater wciąż musi konfrontować swoje wyobrażenia z faktami.
Najwyraźniejszą utopią w powieści jest legenda szklanych domów, którą Seweryn Baryka opowiada synowi podczas podróży do Polski. Seweryn maluje obraz miast przyszłości — domy z grubego szkła, w środku odbywa się życie pełne światła i ciepła, podgrzewane przez sąsiednie elektrownie, do których woda płynie z gór. Każdy obywatel ma godne mieszkanie, dziecięce ogródki, nowoczesne szpitale, łatwy dostęp do szkół. To jest doskonała Polska, taka, jaka mogłaby się stać, gdyby tylko ludzie się zgodzili. Cezary tę wizję wchłania. Jest pełen entuzjazmu, bo jedzie do kraju, który niemal jest rajem.
Pierwsze zderzenie z rzeczywistością przychodzi natychmiast po przekroczeniu granicy. Cezary widzi rozpadające się chaty, błotniste drogi, biednych, niedożywionych chłopów. Pyta ojca, czy to już Polska. Ojciec mówi: jeszcze nie, jeszcze nie. Ale po chwili widać, że to właśnie jest Polska. Szklane domy to legenda. Rzeczywistość to nędza. Ojciec umiera tuż potem, więc Cezary sam musi zmierzyć się z tą prawdą. Reszta powieści jest jego stopniowym poznawaniem realnej Polski — wsi Nawłoć, dworków szlacheckich, Warszawy z biedotą i robotnikami.
Druga utopia pojawia się w postaci Antoniego Lulka i jego komunistycznych przyjaciół. Oni też mają wizję doskonałego społeczeństwa — bez nierówności, bez własności prywatnej, bez wyzysku. Cezary słucha ich i niemal wierzy. Ale ma w pamięci Baku, gdzie taką samą utopię próbowano wprowadzić — i co z tego wynikło. Trzecia opcja, najbardziej realna, to wizja Gajowca — żmudnej pracy państwowej, drobnych reform, urzędniczej cierpliwości. Ta wizja nie jest utopijna — jest twarda. Polega na uznaniu, że Polski się nie zbuduje w jeden dzień, że trzeba wiele lat pracy. Cezary nie potrafi się zdecydować — w niego się ścierają wszystkie trzy. Powieść kończy się sceną marszu na Belweder, otwartą i niejednoznaczną. Żeromski mówi: utopia jest pociągająca, ale niebezpieczna. Realizm jest gorzki, ale konieczny. Polska potrzebuje obu.
Kontekst — George Orwell, „Rok 1984”
Orwell w „Roku 1984” pokazuje, co się dzieje, kiedy utopia zostaje urzeczywistniona — kiedy ktoś próbuje zbudować państwo doskonałe. Oceania jest właśnie taką urzeczywistnioną utopią. Wszystko ma idealną organizację: Ministerstwo Prawdy, Ministerstwo Pokoju, Ministerstwo Miłości, Ministerstwo Obfitości. Wielki Brat wszystko kontroluje, partia rządzi absolutnie. Ale wszystkie te nazwy są odwrotnością treści — Ministerstwo Prawdy fałszuje prawdę, Ministerstwo Pokoju prowadzi wojnę, Ministerstwo Miłości torturuje. Utopia w praktyce okazała się dystopią. Orwell mówi to, co Żeromski tylko sugeruje: każda utopia, kiedy zaczyna się ją realizować przemocą, zamienia się w piekło. Najlepiej budować świat reformami, krok po kroku, nie wielką wizją.
Podsumowanie
„Przedwiośnie” i „Rok 1984” pokazują dwa stadia tej samej sprawy. Żeromski pokazuje społeczeństwo, w którym utopia jeszcze się ściera z realizmem — i nie wiadomo, która wygra. Orwell pokazuje, co się dzieje, kiedy utopia wygrywa i zostaje wprowadzona w życie. Wniosek z obu utworów: marzenie jest potrzebne, ale wymaga kontroli realizmu, bo bez niego prowadzi do tragedii. Polska po niepodległości potrzebowała Gajowców, nie Lulków.