Odpowiedź
Pytanie postawione w temacie jest sformułowane jako dylemat: sen o Polsce czy sąd nad Polską. Moja odpowiedź na to brzmi: i jedno, i drugie. „Wesele” Wyspiańskiego jest snem o Polsce, w którym dokonuje się sąd nad Polską. To dlatego dramat jest tak silny — bo łączy poetycką wizję z surową diagnozą.
Sen jest w „Weselu” dosłowny. Akcja trzeciego aktu rozgrywa się w nocy, postacie zaczynają widzieć duchy i widma. Każdej osobie ukazuje się jej własna zjawa — Marysia widzi swojego zmarłego ukochanego, Dziennikarzowi pojawia się Stańczyk, Poecie Rycerz, Panu Młodemu Hetman, Gospodarzowi Wernyhora. To są wszystko postacie z polskiej historii i mitologii, które mają coś do powiedzenia. Cała chata staje się sceną wielkiego polskiego snu — w którym przeszłość przychodzi do teraźniejszych i pyta: kim jesteście? co z was zostało?
Sąd jest ukryty wewnątrz tych snów. Każdy duch jest jednocześnie oskarżycielem. Stańczyk wyrzuca Dziennikarzowi, że ten pisze rzeczy, w które sam nie wierzy, że żyje frazesem. Rycerz wyrzuca Poecie, że nadużywa wielkich słów, ale brakuje mu czynu. Hetman wyrzuca Panu Młodemu chłopomanię, czyli powierzchowną miłość do ludu, która nie zna jego prawdy. Widmo Szeli oskarża wszystkich obecnych — przypomina rzeź galicyjską z 1846 roku, kiedy chłopi zabijali szlachtę. Każdy widzi w lustrze swoich win.
Najmocniejszy sąd jest jednak na końcu, w postaci tańca Chochoła. Wernyhora dał Gospodarzowi złoty róg, znak do powstania. Gospodarz dał go Jaśkowi. Jasiek go gubi w polu. Powstanie się nie odbywa. Wszyscy zebrani w izbie tańczą bezwiednie, w hipnotycznym kręgu, prowadzeni przez Chochoła — postać groteskową, ze słomy. Cała Polska tańczy w tym tańcu — uśpiona, bezradna, marnująca historyczny moment. To jest najsroższy sąd nad Polską: oto wasza wina, oto wasza klęska, oto wasza miara. Wyspiański nie krzyczy, nie strofuje. Po prostu pokazuje. Ten taniec mówi wszystko.
Kontekst — Adam Mickiewicz, „Dziady” część III
„Dziady” cz. III Mickiewicza są wcześniejszym przykładem dokładnie tego samego zabiegu. Tam też mamy wielką wizję Polski — Widzenie księdza Piotra, w którym Polska jest Chrystusem narodów. I jednocześnie w scenie balu u Nowosilcowa mamy surowy sąd nad elitami polskimi, które się asymilują do zaborcy. Mickiewicz, podobnie jak Wyspiański, łączy mistyczny sen o Polsce z bezlitosną diagnozą jej choroby. Można powiedzieć, że obaj wielcy polscy dramatopisarze mieli to samo zadanie: spojrzeć na Polskę z miłością i ze złością jednocześnie. Bez miłości diagnoza staje się obrażeniem; bez złości miłość staje się ślepa.
Podsumowanie
„Wesele” i „Dziady” pokazują, że największe polskie dramaty są jednocześnie marzeniami i procesami. Marzą o Polsce wielkiej, ale jednocześnie sądzą Polskę realną. Tak właśnie kocha się ojczyznę naprawdę — widząc jej wartość i widząc jej winy. Wyspiański nie pyta widza, czy chce snu czy sądu. Daje mu jedno i drugie i pyta: co z tym zrobisz?