Odpowiedź
Pytanie, ile człowiek jest gotów poświęcić dla innych, „Zbrodnia i kara” Dostojewskiego stawia bardzo dramatycznie. Powieść zawiera kilka postaci, które z miłości lub współczucia rezygnują z własnego życia — czasem dosłownie. Najmocniejszym przykładem jest Sonia Marmieładowa.
Sonia jest młodą kobietą żyjącą w skrajnej nędzy. Jej ojciec, były urzędnik Marmieładow, jest alkoholikiem, który przepija każdą złotówkę. Macocha Katarzyna Iwanowna jest chora na gruźlicę i ma troje małych dzieci z poprzedniego małżeństwa. Wszyscy mieszkają w jednym pokoju, głodują. Sonia, żeby ich utrzymać, idzie do prostytucji. Nie z chęci, nie z głupoty — z desperacji. Za to dostaje „żółty bilet”, czyli zostaje oficjalnie oznaczona jako prostytutka, traci wszelką szansę na normalne życie. Pierwsze pieniądze, które przynosi, kładzie na stole, a sama idzie do drugiego pokoju i płacze. Marmieładow opowiada Raskolnikowowi tę scenę ze łzami: „Cierp, cierp, cierp i milcz”.
Sonia poświęca więc dla rodziny dosłownie wszystko — godność, ciało, przyszłość. A jednocześnie nie traci wewnętrznej czystości. Nadal się modli, nadal wierzy w Boga, nadal kocha bliskich. Raskolnikow, gdy ją poznaje, jest tym wstrząśnięty. Próbuje jej tłumaczyć: nie warto, lepiej byłoby, żebyś rzuciła rodzinę i zaczęła nowe życie. Ale Sonia odpowiada: nie potrafię. To są ludzie, których kocham — nie mogę ich zostawić. Jej miłość jest bezwarunkowa.
Drugie wielkie poświęcenie robi Sonia dla Raskolnikowa. Kiedy on się jej zwierza, że zabił, Sonia nie odwraca się. Zostaje. Kiedy Raskolnikow idzie na Syberię, Sonia jedzie za nim — porzuca rodzeństwo, swój świat, swoje miasto. Jest dla niego w obozie. Raskolnikow nie zasłużył na taką miłość, jest morderem, jest pełen pychy — ale Sonia kocha go i tam zostaje. To ona w końcu doprowadza do jego duchowej przemiany. Bez Soni Raskolnikow nigdy by się nie zmienił. Dostojewski pokazuje, że poświęcenie dla innych jest siłą, która potrafi człowieka uzdrowić — nie tylko tego, kto poświęca, ale i tego, dla kogo poświęca.
Kontekst — Albert Camus, „Dżuma”
Bardzo podobny rodzaj poświęcenia widać u doktora Bernarda Rieux w „Dżumie” Camusa. Rieux mógłby uciec z Oranu z żoną, która jest w sanatorium. Mógłby też zachować dystans i leczyć tylko tych, którzy go opłacają. Tymczasem zostaje w mieście, zorganizuje sanitarne oddziały, walczy z epidemią dzień i noc. Jego żona umiera w sanatorium, daleko od niego, bez pożegnania. To jest cena, którą Rieux płaci za poświęcenie ogółowi. Tarrou, który mu pomaga, też umiera w finale epidemii. Camus pokazuje to samo co Dostojewski: są ludzie, którzy oddają wszystko dla innych, nie z heroizmu, ale z naturalnej decyzji. „Trzeba robić to, co się musi”.
Podsumowanie
Sonia z „Zbrodni i kary” i Rieux z „Dżumy” pokazują, że człowiek potrafi poświęcić dla innych prawie wszystko — godność, zdrowie, życie, własne plany. To nie jest heroizm wojenny, to coś cichszego — codzienna, wytrwała miłość, która nie kalkuluje. Tacy ludzie nie ratują wszystkich, ale ratują kogoś. I dzięki nim świat trzyma się jeszcze razem.