Odpowiedź
Mickiewicz w „Dziadach” cz. III, w słynnej scenie balu u senatora Nowosilcowa, pokazuje cały przekrój postaw polskiego społeczeństwa wobec rosyjskiego zaborcy. To jest jakby zdjęcie zbiorowe Polaków w roku 1824 — i niestety zdjęcie surowe.
Mickiewicz dzieli salę dosłownie na dwie części. Z jednej strony są ludzie przy drzwiach — młodzi patrioci, prości, niezasymilowani, rozmawiający między sobą o aresztowaniach, o cierpieniu Cichowskiego, o losie Rollisona. To są ci, którzy zachowali polskość. Z drugiej strony, bliżej Nowosilcowa, są elity towarzyskie: damy, urzędnicy, generałowie, ludzie, którzy doskonale się czują w towarzystwie zaborcy. Tańczą, plotkują, śmieją się z dowcipów senatora, plotkują o modach paryskich. Niemal nikt z nich nie reaguje na to, że ich rodaków torturuje się i wysyła na Syberię.
Mickiewicz tworzy też galerię konkretnych postaw. Pelikan i Bajkow to polscy urzędnicy w służbie cara, którzy donoszą i prześladują własnych rodaków, byle awansować. Doktor — to kolejny Polak, który zaprzedał się za stanowisko. Damy mówią po francusku, jakby polskość była im niewygodna. Z drugiej strony są prawdziwi patrioci: Wysocki, który wygłasza słynną kwestię „nasz naród jak lawa, / Z wierzchu zimna i twarda, sucha i plugawa, / Lecz wewnętrznego ognia sto lat nie wyziębi” — czyli mówi, że pod powierzchnią serwilizmu kryje się wciąż żywy duch. Jest też matka Rollisonowa, która błaga o syna i nie boi się stanąć przed senatorem.
Bardzo ważna jest postawa generała Bielińskiego — Polaka w mundurze rosyjskim, ale uczciwego człowieka — który próbuje pomóc Rollisonowej, mimo że Nowosilcow tego nie chce. To pokazuje, że nawet w aparacie zaborcy są ludzie, którzy zachowali sumienie. Ale są też tacy jak Justyn Pol, młody patriota, który mówi wprost: w tej sali siedzą szuje, sprzedawczyki, niewolnicy, a my, pod drzwiami, jesteśmy Polską. Mickiewicz, oczami Pola, formułuje swój sąd: większość elit jest skompromitowana, a polskość przetrwała w prostych ludziach i w młodzieży.
Kontekst — Stanisław Wyspiański, „Wesele”
Po latach Wyspiański w „Weselu” daje podobny obraz polskiego społeczeństwa, tylko że już w innej sytuacji — pod koniec XIX wieku. Inteligencja w domu Włodzimierza Tetmajera mówi o sprawach wielkich, o niepodległości, o duchu narodu, ale niczego nie robi. Chłopi są gotowi do czynu, ale nikt im nie daje broni ani planu. W finale, kiedy Jasiek gubi złoty róg, oznacza to, że żaden plan działania nie wypalił — chłopi tańczą uśpione tango, inteligencja stoi z otwartymi gębami. Postawy są inne niż u Mickiewicza, ale ta sama diagnoza: społeczeństwo polskie jest podzielone, a większość nie potrafi działać.
Podsumowanie
„Dziady” III i „Wesele” pokazują tę samą prawdę o polskim społeczeństwie pod zaborami: niewielu jest tych, którzy naprawdę żyją sprawą niepodległości, większość albo się asymiluje, albo trzyma się z boku, albo gada bez działania. Mickiewicz robi to z gniewem, Wyspiański z bolesną ironią. Obaj pokazują, że bez czynu sama mowa o ojczyźnie jest pusta.