Odpowiedź
Ludowa sprawiedliwość w balladach Mickiewicza to przekonanie, że za każde zło prędzej czy później dosięga kara — i to kara, której wymierza nie sąd, tylko sama natura, duchy, świat nadprzyrodzony. Ludowi nie potrzeba kodeksu prawa, żeby wiedzieć, kto zawinił. Najlepszymi przykładami są dwie ballady: „Świteź” i „Lilije”.
W „Świtezi” pan ze świetnego rodu, Tuhanowicz, prowadzi wykopaliska na dnie jeziora i wynajduje rosnący na dnie kwiat. Kiedy ścina go, kwiat zamienia się w piękną kobietę. Ona opowiada, że jezioro Świteź powstało, gdy Bóg zatopił dawne miasto, ratując mieszkanki przed napaścią Rusinów. Wszystkie kobiety, dziewice z miasta, wybłagały u Boga śmierć, żeby nie wpaść w ręce wroga. Tylko ten, kto miałby przewinienia, zostanie ukarany. Tuhanowicz uświadamia sobie, że kwiat jest jedną z tych kobiet. Sprawiedliwość ludowa polega tu na pamięci — dawne wydarzenia, dawne winy nie giną, są obecne w przyrodzie, w jeziorze, w roślinach.
Jeszcze mocniejszy obraz daje „Lilije”. Pani zabija własnego męża, który wracał z wojny — bo bała się, że ten się dowie o jej zdradzie. Chowa go pod krzakiem, na grobie sadzi lilije. Wraca do siebie, próbuje żyć normalnie, planuje nawet wyjść za jednego z dwóch braci nieboszczyka. Tymczasem pojawia się tajemniczy mnich, który radzi braciom: kto pierwszy uplecie wieniec z lilii, ten dostanie panią. Bracia idą po kwiaty na grób — i wtedy zrywa się burza, ziemia się otwiera, ze wszystkich stron wyrasta upiór męża, który chwyta panią i obu braci, i wszyscy ich pochłania ziemia. Sprawiedliwość ludowa: zbrodnia musi zostać ukarana, i to przez tego, którego skrzywdzono.
W obu balladach widać tę samą zasadę: nie ma zbrodni doskonałej. Świat ma własne mechanizmy karania, niezależne od ludzkiej sprawiedliwości. Natura pamięta, duchy nie zapominają, ziemia oddaje to, co zostało w niej zakopane. Lud, który tworzył te opowieści, wierzył, że krzywda dochodzi swoich praw, nawet jeśli sąd ziemski się nie zorientuje. Bardzo charakterystyczne jest też to, że karę wymierzają zazwyczaj duchy ofiar — nie obcy bóg, nie diabeł, tylko ten, kto został skrzywdzony.
Kontekst — Adam Mickiewicz, „Dziady” część II
Bardzo podobnie działa sprawiedliwość ludowa w „Dziadach” cz. II, czyli w obrzędzie zaduszkowym, który Mickiewicz opisał wcześniej w cyklu „Dziadów”. Lud wywołuje duchy, słucha, co mają do powiedzenia. Każda dusza ma jakąś winę i jakąś naukę. Dziewczyna pyszna, która gardziła chłopcami, latają wokół niej anielski, bo nie ma za czym westchnąć. Dziedzic, który był okrutny dla chłopów, jest dręczony przez krzywdzicieli. Każda krzywda znajduje swoją odpłatę. To znowu obraz świata, w którym natura sama wymierza sprawiedliwość, niezależnie od urzędów.
Podsumowanie
Ballady Mickiewicza i „Dziady” cz. II pokazują, czym jest ludowa sprawiedliwość: wiarą, że za zło zawsze przychodzi kara — czasem od duchów, czasem od natury, czasem od własnego sumienia. To jest moralność uboga w prawniczy język, ale głęboka i mądra. Lud czuł, że żyje w świecie, w którym nic naprawdę złego nie pozostaje bezkarne.