Odpowiedź
Cierpienie matki, która patrzy na śmierć własnego dziecka, jest chyba największym bólem, jaki literatura próbuje opisać. W tradycji średniowiecznej najmocniejszą wersją tego motywu jest „Lament świętokrzyski”, polski wiersz z XV wieku, w którym Matka Boska stojąca pod krzyżem mówi sama, swoim głosem, o tym co ją spotyka.
Tekst zaczyna się od bezpośredniego zwrotu Maryi do ludzi: „Posłuchajcie, bracia miła, kcęć wam skorżyć krwawą głowę”. Maryja prosi, żeby ją wysłuchać — i właściwie cały utwór jest jej skargą. Jest pod krzyżem, widzi swojego syna umierającego w mękach. To, co u Sofoklesa czy Homera byłoby relacjonowane z zewnątrz, tu jest mówione w pierwszej osobie. Maryja jest matką, która nie może już nic zrobić.
Najbardziej przejmujące są jej skargi. Mówi do anioła Gabriela, że ją oszukał — kiedy zwiastował poczęcie, obiecywał radość, a nie taki widok. Mówi do umierającego Jezusa: „Synku, bych cię nisko miała, niecoć bych ci wspomagała”. Gdyby tylko mogła go zdjąć z krzyża, podtrzymać, zetrzeć krew z twarzy. Ale krzyż jest wysoko, ona stoi pod nim bezsilna. To jest najprawdziwszy rys cierpienia matki — nie boli najbardziej śmierć dziecka, boli niemożność pomocy.
Pod koniec Maryja zwraca się do innych matek z bardzo poruszającym przesłaniem: „Wszystki matki, święte i niewietki, / proście Boga za swe dziatki, / By się wam nie scyniało, jako Maryjej”. Pragnie, żeby żadna inna matka nie musiała tego przeżywać. To wzmacnia uniwersalne przesłanie utworu: nie tylko Matka Boska cierpi, każda matka, która traci dziecko, jest jak Maryja pod krzyżem.
Kontekst — Jan Kochanowski, „Treny”
Bardzo podobne, choć z perspektywy ojca, mówi Jan Kochanowski w „Trenach”. Po śmierci dwuipółletniej Urszulki pisze cykl 19 wierszy, w których zmaga się z tym samym bólem. W „Trenie V” porównuje córkę do drobnej oliwki, którą ojciec niechcąco zranił kosą; w „Trenie VII” płacze nad jej małymi sukienkami, które już nigdy nie zostaną włożone; w „Trenie XIX” wreszcie spotyka we śnie własną matkę, która go pociesza. Kochanowski, podobnie jak Maryja, przechodzi od skargi przez bunt aż do pewnego pogodzenia. Łączy ich to, że oboje mówią z głębi rodzicielskiego serca, w pierwszej osobie, w prawdziwym bólu, a nie w abstrakcyjnym lamentowaniu.
Podsumowanie
„Lament świętokrzyski” i „Treny” Kochanowskiego pokazują, że literatura potrafi nazwać cierpienie matki czy ojca w sposób, który pociesza innych ludzi — bo daje im język na ich własny ból. Po sześciuset latach głos Maryi z polskiego wiersza nadal porusza, bo nie jest religijną formułą, tylko prawdziwym głosem matki, która straciła syna.